|
“Prawie na południe [od Jeleniej Góry - przyp. P.W.] leżą góry zwane jako
Olbrzymie [Karkonosze - przyp. P.W.]. Jeśli chcesz tam iść, musisz znaleźć jeden
duży kamień [górę – przyp. P.W.], koło tego kamienia zobaczysz drugi duży kamień
[górę]. Tutaj prowadzi droga przez miejsce, gdzie jest iść niebezpiecznie, gdyż
wielu ludzi z tych, którzy nie powinni na tę drogę wkraczać, zmarło tutaj z
głodu lub z powodu pomyłki. Ja byłem tam i widziałem wielu zmarłych spośród
ludzi, którzy tam poszli i nie mogli już dalej tą droga podążać. Jeśli jednak
chcesz tam iść weź ze sobą dwóch oddanych ludzi i żywności na osiem dni i jeżeli
dojdziesz na miejsce trzymaj się lewej strony, idź do niewielkiej rzeki, tutaj
znajdziesz żyłę rudy grubą na pół łokcia. Idź wzdłuż rzeki przez milę drogą, aż
dojdziesz do krzyża, stąd jest wiele dróg. Idź dalej wzdłuż rzeki do wielkiego
kamienia, przejdź przez kamień i przez rzekę i idź szeroką drogą w górę tą
stroną rzeki, aż dojdziesz do kamienia, który ma krzyż, idź stopniowo w górę,
tak dojdziesz do drogi, która zaprowadzi do rzeki o nazwie Kamienna.”
Dodatkowo góry w tych opisach zasiedlały różnego rodzaju tajemne moce, co
podnosiło atmosferę grozy, która się wokół rozciągała. Karkonoski Duch Gór nie
był nazywany po imieniu, lecz ogólnie określany jako władca gór czy strażnik
skarbów.
Walonów charakteryzowała religijność połączona ze skłonnością do rytuału i
tajemniczości. Nabożność wynikała z potrzeby poskromienia wewnętrznych obaw oraz
strachu, które trapiły dawnych górników i poszukiwaczy skarbów. Georgius
Agricola pisał:
"Oni zwłaszcza potrzebują Boga czcić z nabożnym szacunkiem, i to, co dalej
powiem, mają wiedzieć i pilnie przestrzegać tego, by każde dzieło wykonane
zostało należycie i pieczołowicie. Przecież opatrzność boża czuwa, by tym,
którzy zarówno wiedzą, co trzeba czynić, jak też dbają o to, by zostało to
wykonane, zwykle wszystko szczęśliwie się kończyło; bezczynnym zaś i tym, którzy
nie dokładają starań do wykonania rzeczy nieszczęśliwie.".
Pełni strachu Walonowie mieli do pokonania istotną, tkwiącą w nich samych
barierę strachu, gdyż wkraczali w obszar będący we władaniu karkonoskiego Ducha
Gór, który pod postacią Skarbnika bądź Skarbka strzegł swych bogactw
mineralnych. Wydobywanie złota czy kamieni szlachetnych było równoznaczne z
zawłaszczeniem, wykradaniem dóbr z suwerennego terytorium karkonoskiego władcy.
Na poszukiwaczy skarbów i kamieni szlachetnych czyhało też wiele realnych
zagrożeń, tak ze strony zmiennej górskiej aury, trudnego, nieznanego terenu,
dzikich zwierząt, jak i ludzi przyciągniętych możliwością szybkiego zysku.
Walonowie, co zrozumiałe, starali się chronić przed niepowołanymi efekty swoich
poszukiwań. W jednej z wielu legend przestrzegano przed podglądaniem Walonów
przy pracy:
“Pewnemu chłopu, który na Hali Izerskiej śledził wenecjanina szukającego skarbów
w Jagnięcym Jarze, przydarzyła się dziwna przygoda: z tyłu wypadł z lasu czarny
cap, porwał chłopa na grzbiet i uniósł ze sobą głęboko w las, tak, że straciwszy
orientację, nie mógł już odnaleźć złotonośnego miejsca.”
Dochodzić musiało do napadów rabunkowych ze strony ludności miejscowej znęconej
możliwością łatwego zdobycia walońskich skarbów, co powodowało ze strony Walonów
chęć odwetu. Sytuacje takie prowadziły do niechętnego odnoszenia się do Walonów,
a poszukiwacze karkonoskich skarbów postrzegani bywali jako zbójcy i rabusie.
Konflikty musiały też występować pomiędzy samymi Walonami. Do sporów dochodziło
zapewne na tle posądzeń o nieuczciwość, granic rejonów poszukiwań czy podziału
zysków.
W czwartej ćwierci XIII wieku miała miejsce kolejna fala kolonizacji i lokacji
wsi na obszarze Dolnego Śląska. W tym okresie grupy poszukiwaczy rozpoczęły
badania na terenach położonych wzdłuż dolin rzecznych na południe od Piechowic,
Sobieszowa i Podgórzyna. Świadczą o tym nieliczne zachowane do dzisiaj ślady ich
działalności (zasypane wyrobiska, konstrukcje kamienne i znaki naskalne) oraz
dawne nazwy topograficzne jak “Złota jama” na wschodnim zboczu Chojnika nad
potokiem Choiniec, Rudzianki koło Zachełmia czy nazwa potoku Myja. Szczególnie
dolina Choińca, wzmiankowana w księgach walońskich, była terenem intensywnych
poszukiwań skarbów.
Na południowym krańcu Przesieki znajduje się Waloński Kamień, nazwany tak z
uwagi na wykute, choć słabo już dziś widoczne na wschodnim licu niższej skałki
znaki dłoni i krzyża. Znajdują się też tutaj dwa połączone kociołki wietrzeniowe
umieszczone ponad sobą, w których dopatrywano się zarysu postaci ludzkiej.
Miejscem intensywnych poszukiwań walońskich był też rejon Karpacza.
Średniowieczne początki lokalnego osadnictwa wiązać należy z odkryciem
złotonośnych piasków w dopływach Łomnicy i Łomniczki oraz poszukiwaniem kamieni
szlachetnych. Przy Kruczych Skałach natrafiono na wyrobiska, w których
poszukiwano kamieni szlachetnych, między innymi szafirów. Jeszcze w XIX wieku
eksploatowano tutaj skalenie z dużych gniazd pegmatytowych, po których zachowały
się do dziś głębokie na kilka metrów sztuczne jaskinie. Leżąca w górnej części
potoku Płomnica malownicza Sowia Dolina obfituje w miejsca związane z dawnymi
poszukiwaczami karkonoskich skarbów takimi jak Waloński Kamień, Granaty i Stare
Granaty. Zachowały się tutaj ślady po dawnych wyrobiskach szlachetnej odmiany
granatów - czerwonych piropów. Kopalnia granatów była czynna jeszcze w XVIII w.,
później wydobywano jeszcze rudy miedzi i ołowiu. Na grupie skalnej, znajdującej
się na szczycie wzniesienia Skalny Stół powyżej Sowiej Doliny, wyryte były znaki
walońskie - trzy litery, narzędzia górnicze i niewielki krzyżyk.
W XVII-wiecznej kronice Śląska F. Lucä opisał następujące zdarzenie:
”Roku Pańskiego 1572 niektórzy górnicy zmówiwszy się poszli do doliny pod
Śnieżkę, by tam szukać skarbów. Gdy chcąc zmusić Stróża Skarbów do ich wydania
poczęli go w straszliwy sposób zaklinać, ukazał się im wprawdzie przywołany
zaklęciami, ale wśród tak potężnych grzmotów, błyskawic i nagłego zimna, że
niefortunni zaklinacze z wielkim strachem i przerażeniem uciekli. Z podobnymi
objawami szatańskiej mocy spotykali się niejednokrotnie zuchwali Italczycy,
którzy przybyli tu, by przy pomocy różnych zaklęć i sztuk czarnoksięskich szukać
skarbów. Gdy wszedłszy na górę poczęli robić tajemne znaki i zaklęcia, ukazał im
się Duch Gór, ale w tak straszliwej wichurze, śnieżycy i mrozie, iż rozpierzchli
się w trwodze, ledwie duszę cało unosząc.”
Rzeczywiste i domniemane skarby górskie spowodowały napływ kolejnych fal
poszukiwaczy. Od XIV w. Walonami zaczęto nazywać w Karkonoszach:
”[...] wszelkich cudzoziemskich Wenecjan, Florentyńczyków lub innych Walonów,
którzy jako ludzie gór, poszukiwacze kamieni czy też biegli w szkle
przeszukiwali niemieckie góry; także każdy z przedstawicieli wielkich
południowych domów handlowych, jak Medici, Ricci i inni, byli tutaj wspólnie
jako Walonowie nazywani i częściowo także nazywali tak sami siebie”.
Walonowie byli ludźmi wolnymi, działającymi na podstawie zgody właścicieli
terenów, które przeszukiwali. Za to uiszczali stosowne opłaty, czynsz dzierżawny
lub oddawali cześć znalezionych bogactw.
W połowie XIV w. cesarz Karol IV (1316-1378) wzywał poddanych do poszukiwania
złota i kamieni szlachetnych, zapewniając sobie pod groźbą kar cześć udziału w
znaleziskach. Za poszukiwanie karkonoskich skarbów bez stosownych zezwoleń
grozić nawet mogła kara wypalenia oczu. Z tego okresu pochodzą karkonoskie
kamienie szlachetne użyte do ozdoby kaplicy św. Wacława w praskiej katedrze św.
Wita i kaplicy świętokrzyskiej na zamku cesarskim Karlstajn. Kronikarz Vaclav
Hajka zanotował:
” W tym roku król Karol IV rozkazał szukać barwnych kamieni, aby wystroić nimi
kaplicę św. Wojciecha. I znaleziono wśród Gór Olbrzymich wiele dużych twardych
kamieni różnej barwy ... I rozkazał On je polerować i ozdobić nimi ściany
kaplicy.”
Na przełomie XIV i XV wieku coraz liczniej zaczynają przybywać poszukiwacze
surowców mineralnych wykorzystywanych do produkcji szkła pochodzący z Wenecji i
Murano. W Karkonosze i Góry Izerskie zapuszczali się również weneccy i florenccy
poszukiwacze minerałów, których używali do barwienia renesansowych mozaik. Wśród
kamieni szlachetnych szafiry czy rubiny były poddawane obróbce szlifierskiej, a
ametysty, topazy, turmaliny, granaty, jaspisy oraz kryształy górskie służyły do
wyrobu florenckich mozaik i wytopu szkieł weneckich. Z czasem Włosi mogli
zdominować prace poszukiwawcze, a zapewne zwracano na nich szczególną uwagę,
gdyż różnili się od miejscowej ludności wyglądem, językiem i zwyczajami.
Wiadomości o karkonoskich skarbach rozeszły się po świecie, a góry obrosły
licznymi przekazami i legendami. Pewien zastój w mineralogicznej penetracji
nastąpił w drugim i trzecim dziesięcioleciu XV w., w okresie latach wojen
husyckich, lecz niedługo potem w góry ponownie wyruszyli średniowieczni
poszukiwacze skarbów.
We wrocławskiej księdze walońskiej, znajduje się następujący fragment:
"Tak więc zapytaj w Jeleniej Górze o wieś, która się nazywa Piechowice, potem
będzie Kopaniec. Idź dalej "Drogą Górną", następnie w kierunku na Czarną Górę,
dalej poprzez hutę szkła, tak dojdziesz do Białej Wody lub Białego Potoku, tutaj
znajdziesz złota do wypłukania i ametystów ile tylko zapragniesz. "
W XVI-wiecznej księdze walońskiej zanotowano:
"Jest na Dolnym Śląsku miasto zwane Jelenia Górą, odległe od gór o dwie mile. W
pobliżu miasta leży wieś Cieplice, w której znajdują się ciepłe źródła. Idź z
tej wsi w kierunku gór, a minąwszy Sobieszów pod Chojnikiem, potem Piechowice,
dojdziesz wreszcie do małej wioski Szklarskiej Poręby. Stąd prowadzą w stronę
Czarnej Góry trzy polne drogi. Jedna rozpoczyna się przy wielkim świerku, obok
którego rośnie stary buk. Na tym drzewie w ukrytym miejscu wyrytych jest wiele
różnych znaków, a wśród nich najwyraźniejszy jest znak H. Od tego buka idzie
trawiasta ścieżka wokół góry, aż do strumienia, nad którym stała kiedyś huta
szkła. W strumieniu można wypłukać wiele dobrego złota. Inna ścieżka, dzika i
zarośnięta, prowadzi do omszałego buka obok wielkiego krzaka leszczyny. Idąc ta
ścieżką około półtorej ćwierci mili, dojdziesz do miejsca podmokłego i
grząskiego, porośniętego wielkimi ziołami. Przyłożywszy ucho do ziemi usłyszysz
szemrzący pod mchem strumień, odkryj mech, a znajdziesz dużo dobrego złota o
grudkach wielkości orzecha laskowego."
O włoskiej penetracji Karkonoszy świadczy opowieść, według której w XVI wieku
Jeremias Vincentius za złoto wydobyte z Kamiennej i przywiezione do rodzinnej
Wenecji pędził dostatnie życie i wybudował pałac. Nad bramą widnieć miał
łaciński napis: ”Montes Chryzocreos Ferarunt nos Dominos” –“ Góry Karkonosze
uczyniły nas panami”
W renesansowej Europie nastąpiła moda na kamienie szlachetne. W 1583 r. Rudolf
II (1576-1612) przeniósł się wraz dworem do Pragi, która stała się ponownie
stolicą cesarstwa. Wraz nim do miasta napłynęło wielu kupców, uczonych i
artystów. Powszechnie znane były artystyczne, alchemiczne i astrologiczne
zainteresowania Rudolfa II. Na cesarskim dworze trwały też poszukiwania kamienia
filozoficznego, mającego mieć dar przeistaczania nieszlachetnych metali w złoto.
Spowodowało to wzmożony popyt na minerały i kamienie szlachetne, które
pozyskiwano szczególnie intensywnie z rejonu najbliżej położonych od Pragi
Sudetów Zachodnich. Cesarz gromadził w zbiorach także minerały i kamienie
szlachetne, w tym wiele okazów pochodzących z Karkonoszy i Gór Izerskich.
Pod koniec XVI w. pochodzący z walońskiej Bruggi Anselmus Boetius de Boot,
osobisty lekarz i alchemik cesarski, pracujący nad wynalezieniem eliksiru
długowieczności, poszukiwał na Hali Izerskiej materiałów dla wykonywania gemm
oraz pereł, a towarzyszył mu Heinrich Koberscheit, urzędnik cesarski. Zbadali
oni obszar zlewiskowy rzeki Izerki pod względem zasobów mineralnych, a w 1609 r.
de Boot opublikował słynną księgę “Gemmarum et lapidarum historia” – “Historia
kamieni drogocennych i pospolitych”.
W potokach Karkonoszy i Gór Izerskich przez żyły skójki perłorodne, których
perły uważane były za szczególnie poszukiwane klejnoty. Pierwsza o nich wzmianka
pochodzi z dokumentu cesarza Rudolfa II datowanego 8.07.1595 r., który nadawał
Janowi Ecksteinowi i Leonardowi Stedlerowi prawo:
"[...] góry wszystkie, zwłaszcza Karkonosze i Góry Izerskie - za perłami i
drogimi kamieniami przeszukać bez żadnych przeszkód ze strony panów tych
włości."
Caspar Schwenckfeldt, znany jeleniogórski lekarz i humanista, noszący przydomek
“śląskiego Pliniusza”, wspominał o wydobywaniu z Kwisy pereł wielkości ziaren
grochu. W 1607 r. tak opisywał te strony:
" Karkonosze są szeroko i daleko znane, również we Włoszech, po części poprzez
metale, które tutaj można znaleźć. Obcy Walonowie lub mincarze szukają tutaj
złota, srebra i kamieni szlachetnych. Te metale wydobywają lub wypłukują z
potoków".
Jednocześnie Schwenckfeldt oskarżał karkonoskich Walonów, o to że z pirytów
wytwarzają fałszywe złoto – zwane “złotem głupców”, a błękitny lazuryt sprzedają
jako “turkusy” i oszukują naiwnych.
Zahamowanie działalności Walończyków nastąpiło w okresie wojny
trzydziestoletniej (1618 - 1648). Poszukiwania minerałów i kamieni szlachetnych
w Sudetach Zachodnich odnowiły się w drugiej połowie XVII w. Karkonoskie
minerały służyły za materiał dla rzemieślników wykonujących klejnoty, gemmy,
stęple pieczętne i mennicze oraz sygnety, z których wyrobu zasłynęły pobliskie
Cieplice Śląskie. Miasto stało się centrum obróbki karkonoskich kamieni
szlachetnych, znajdowały się tutaj jedyne na Śląsku składy szkła i kamieni
szlachetnych oraz plac, gdzie handlowano tym towarem. Szczególnie piękne i
cenione były wyroby z przeźroczystego oraz barwnego kwarcu. Dla rozwoju
produkcji wyrobów artystycznych Christoph Schaffgotsch nakazał wybudowanie w
latach 1690-1691 pierwszej na Śląsku szlifierni wodnej na rzece Kamiennej koło
Piechowic, gdzie za pomocą miedzianych tarcz rytowano szkło, a żelazne służyły
do jubilerskiej obróbki kamieni.
W XVIII i XIX w. w masywie Czarnego Grzbietu i nad rzeką Kamienną prowadzone
były intensywne prace poszukiwawcze. W tym celu drążono w grupach skalnych
kilkumetrowe sztolnie, jak się to stało między innymi na Kruczych Skałach,
Krzywych Basztach i w Czerwonej Jamie w Szklarskiej Porębie. W pochodzącej z
1894 r. pracy W. Winklera dotyczącej Szklarskiej Poręby zanotowano:
" ... są jeszcze we wsi liczne odpisy [ksiąg walońskich - przyp. P.W.] , które
przez ich właścicieli są bardzo wysoko cenione. [...] Jeszcze przed paru
dziesiątkami lat wędrowało do znanych miejsc wielu poszukiwaczy złota, lecz
gorzko rozmijali się ze swoimi oczekiwaniami."
W XX w. w pasie Sudetów geolodzy niemieccy, a później radzieccy i polscy,
prowadzili szeroko zakrojone prace eksploratorskie w poszukiwaniu rud uranu,
które zostały częściowo uwieńczone powodzeniem, szczególnie w złożach wokół
Kowar.
Tradycje poszukiwań skarbów, minerałów i kamieni szlachetnych nie uległy
zapomnieniu. Walonowie i bogactwa mineralne Sudetów Zachodnich pojawiają się w
dziełach literackich, które tworzyli pisarze dawnej kolonii artystów w
Szklarskiej Porębie: Carl Hauptmann ("Księga Ducha Gór"), Will-Erich Peuckert ("Berggold",
"Das älteste schlesische Walenbuch"), Gerahrt Hauptmann (projektowana tetralogia
karkonoska "Walenzauber", "Der Venetianer", "A Pippa tańczy !") i Bruno Wille ("Abendburg.
Chronik einers Goldsuchers").
Walonom szczególnie dużo uwagi poświęcił Will-Erich Peukert (1895-1969). Wkrótce
po ukończeniu seminarium pedagogicznego w latach 1916-1922 został nauczycielem w
szkole podstawowej we wsi Wielka Isera. Zainteresował się dziełami mistycznych
myślicieli renesansowej Europy z kręgu J. Böhme, Ch. Rosekreuza, M. Kopernika,
M. Lutra, Angelusa Silesiusa, różokrzyżowcami, astrologią, a także podaniami o
dawnych poszukiwaczach skarbów. W Górach Izerskich odnalazł liczne znaki
walońskie, z których pierwsze zlokalizował w formacji skalnej Stary Zamek na
obrzeżach Kobylej Łąki. Kierując się zapiskami z ksiąg walońskich w korytach
izerskich potoków znalazł niewielkie ilości złota. Swoje poszukiwania opisał w
noweli "Berggold"-“Złoto gór”:
"Potoki Karkonoszy i Gór Izerskich zawierają prawdziwe złoto. Niezbyt dużo, co
oznacza, że po tygodniowych poszukiwaniach, uzyskałem zbiór równoważny wartości
około 2-3 marek, ale wzbogacenie się nie było moim celem. Chodziło o to, aby
dokładnie sprawdzić wszelkie stare zapiski [...].
Dziś w Szklarskiej Porębie działają dwa specjalistyczne muzea: Muzeum
Minerologiczne i Muzeum Ziemi JUNA. Dużą popularnością cieszy się "Sudeckie
Bractwo Walońskie" pod światłym kierownictwem Wielkiego Mistrza Bractwa -
Juliusza Naumowicza. Znaną imprezą mineralogiczną jest odbywające się corocznie
"Agatowe Lato" w Lwówku Śląskim. Chętnie odwiedzane są Sztolnie Kowarskie.
Walońskie legendy o znajdujących się w Karkonoszach i Górach Izerskich
niezmierzonych pokładach złota należy dziś uznać za w pewnym stopniu
przesadzone. W świetle dzisiejszych badań geologicznych na tym terenie złoto
występuje w ilościach znacznie mniejszych, a jego przemysłowa eksploatacja jest
nie opłacalna. Bezsporną zasługą jest, że Walończycy odkryli rudy żelaza,
miedzi, złota, arsenu oraz kwarc i wiele odmian kamieni szlachetnych.
Działalność ta zapoczątkowała w Sudetach Zachodnich rozwój górnictwa i przemysłu
szklarskiego.
poprzednia strona |