Szlak Waloński
Chata Izerska
Chata Izerska to wyjątkowe miejsce na Szlaku Walońskim w Szklarskiej Porębie – szlaku prowadzącym śladami dawnych poszukiwaczy skarbów, którzy przed wiekami przemierzali te góry w poszukiwaniu minerałów, kryształów i kamieni szlachetnych. To tutaj walońscy mistrzowie przekazywali swoje sekrety i legendy o ukrytych bogactwach Gór Izerskich i Karkonoszy.
Dziś Chata Izerska nawiązuje do tych tradycji, łącząc klimat dawnych walońskich siedzib z izerską gościnnością. W jej progach można spróbować walońskiego jadła, napić się piwa warzonego w izerskim stylu i odpocząć przy ogniu, słuchając opowieści o górskich duchach i tajemnicach ukrytych w kamieniach.
To miejsce spotkań wędrowców, rowerzystów i miłośników przyrody, gdzie historia splata się z teraźniejszością. Stąd możesz wyruszyć dalej, Szlakiem Walońskim, który prowadzi przez malownicze doliny, potoki i leśne ścieżki ku kolejnym przystankom dawnej walońskiej tradycji.
Chata Izerska – tu zaczyna się przygoda z duchem dawnych Walonów.
Chybotek
Znajdujecie się przy jednej z najbardziej niezwykłych i rozpoznawalnych atrakcji przyrodniczych Gór Izerskich. To Chybotek – potężny granitowy głaz, który można rozkołysać siłą własnych mięśni.
Ze względu na swój kształt nazywano go dawniej „Misą Cukru”. Skała osiąga wysokość czterech metrów i składa się z kilku granitowych bloków. Jego wierzchołek przypomina odwrócony stożek, który spoczywa na dwóch punktach podparcia, co umożliwia jego poruszanie.
We mgle albo po zmroku, ten niezwykły głaz, otacza nimb tajemniczości. W średniowieczu, poszukiwacze minerałów i kamieni szlachetnych uważali, że pod Chybotkiem ukryte są niezliczone skarby. Inni zaś twierdzili, że prowadzi stąd podziemny korytarz do Zamku Wieczornego, położonego wysoko w Górach Izerskich. Do skarbca można wejść tylko w noc kupały, a odszukanie ukrytych w nim skarbów, mają ułatwić schowane w kieszeni nasiona paproci.
Inne podania głoszą, że Chybotek jest dziełem samego diabła, który przygotował tu swoją kryjówkę. To właśnie w tym miejscu poszukiwacze skarbów – jak mówi stare porzekadło: Bogu świeczkę, a diabłu ogarek –organizowali tajemne obrzędy, by zaskarbić łaski sił nieczystych, zazdrośnie strzegących dostępu do bogactw ukrytych w Karkonoszach i Górach Izerskich.
Znajdujące się na szczycie Chybotka kociołki wietrzeniowe, wypełniano według legendy, zjełczałym zwierzęcym sadłem i zanurzano wisielczy sznur, który według wierzeń miał przynosić szczęście i bogactwo. Ów sznur, pełnił rolę knota. Gdy go zapalano, w okolicy roznosił się smród roztopionego sadła. Jego nieprzyjemny zapach, miał przyciągać strzegące w górach skarbów wszystkie złe moce, otwierając tym samym do nich drogę.
Czerwona Jama
W głębi szmaragdowych lasów otaczających Szklarską Porębę, tam gdzie ścieżki splatają się z legendami poszukiwaczy skarbów i karkonoskiego Rubenczala, kryje się Czerwona Jama.
To dawne wyrobisko, otulone mchem i splecione korzeniami drzew, wciąż zdaje się szeptać opowieści o przybyszach z dalekich krajów, poszukujących tu drogocennych minerałów.
Wnętrze wyrobiska pulsuje czerwienią pegmatytów, kwarcową bielą i fiołkowymi ametystami. Czasem trudno do niej trafić, bo latem Czerwona Jama niemal całkowicie znika w objęciach przyrody. Dzieje się tak wiosną, gdy drzewa zaczną wypuszczać liście. Wyrobisko staje się wtedy sekretnym miejscem. Odnajdą ją tylko ci, którzy potrafią słuchać głosu lasu.
Kiedyś w Czerwonej Jamie miała stanąć kapliczka św. Wawrzyńca – patrona podróżnych i poszukiwaczy minerałów. Swoim błogosławieństwem otacza tych, którzy wciąż wierzą, że ziemia skrywa więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Kapliczka albo znak krzyża, był niegdyś ochroną przed podziemnymi złymi duchami, które potrafiły prowadzić gwarków na zatracenie. Tak mogło być i w tym przypadku.
Czerwona Jama, to nie tylko miejsce – to także brama do podziemnego świata, gdzie tajemnice wciąż czekają na swoje odkrycie.
Grób Rubenczala
Czy karkonoski Duch Gór może mieć swój grób skoro jest duchem? Okazuje się, że tak. Legenda głosi, że odszedł z Karkonoszy ze zgryzoty i przez ludzi, którzy nie potrafili uszanować otaczającej ich przyrody. Wydzierali górom to, co najcenniejsze – drogocenne minerały, stare drzewa, płoszyli zwierzynę, hałasowali i śpiewali durne piosnki.
Przyroda jednak potrafi się odrodzić, bez pomocy człowieka. Mieszkańcy Karkonoszy i okolic wciąż wierzą, że karkonoski Rubenczal, zwany też Duchem Gór, mimo że skrył się w swoim górskim zamku, we wnętrzu Śnieżki, daje o sobie czasem znać. Trzeba tylko umieć patrzeć i słuchać, co czasem nie jest takie proste, gdyż coraz mniej wrażliwy na naturę człowiek, przestaje dostrzegać, to co ważne.
Na szczęcie są tacy, którzy odnajdą go w skałach, starych bukach, świerkach i jodłach, polodowcowych kotłach, we mgle i nad przepaściami. Wystarczy tylko uważnie obserwować przyrodę. Kto wie? Być może dostrzeżecie Ducha Gór nie tylko w Karkonoszach, ale na przykład w waszych sercach.
Dziś ten pamiątkowy kamień, przed którym właśnie stoicie, przypomina o dawnym władcy Karkonoszy i uświadamia, że nic nie trwa wiecznie. Tylko od nas zależy, jak będzie wyglądał otaczający nas świat, niezależnie od tego, czy jesteście w górach, czy w miejscach, w których mieszkacie.
Nie ma nic piękniejszego niż życie w zgodzie z naturą.
Leśna Huta
Jeśli jesteś przy Leśnej Hucie, to z pewnością nie jest to przypadek. Wejdź do środka i przyjrzyj się dobrze. Niech Twoje oczy zrobią zdjęcie, które na zawsze zachowasz w pamięci. Dlaczego? Bo właśnie patrzysz na jeden z najstarszych zawodów, który lada chwila może zniknąć z mapy Karkonoszy, jak poranna mgła.
W leśnych ostępach, kiedy Szklarska Poręba była niewielką osadą, leśne i wędrujące huty zaczęły wyrastać, jak grzyby po deszczu. To dzięki bogatym w złoża kwarcu Górom Izerskim, zaczęto produkować tutaj szkło. Hutnicy przekazywali ten fach z pokolenia na pokolenie, a w okolicznych hutach produkowano szkła znane w całej Europie, a nawet na świecie. Mistrzowie szklarscy przekazywali sobie tę wiedzę od stuleci, a za jej sprzeniewierzenie można było zapłacić nawet życiem.
Leśna Huta jest jedyną w Szklarskiej Porębie, dlatego przyjrzyj się dobrze, bo jesteś świadkiem czegoś, co dawniej ocierało się o magię i alchemię. Kiedyś przecież wierzono, że wypicie napoju z rubinowego szkła przedłużało człowiekowi życie, a nawet czyniło go nieśmiertelnym, dlatego tak bardzo strzeżono tajemnicy jego produkcji.
Czy zatem szkło ze względu na jego właściwości było cenne? Wyobraź sobie, że w średniowieczu zastawa na stół wykonana ze szkła, miała wartość całej wsi z mieszkańcami i stać było na nią tylko najzamożniejszych.
W Leśnej Hucie mistrzowie szklarscy tworzą regionalne pamiątki. Nie może ich zabraknąć w Twojej kolekcji. Kiedyś z pewnością staną się unikatowe i wyjątkowe.
Lipa Sądowa
Nie wieszano na niej ani za nogę, ani za szyję. Nie straszą przy niej złe duchy, ani nie wykonywano z jej pnia bębna wisielców. I choć to wszystko brzmi barwnie, to w rzeczywistości było zupełnie inaczej… Co nie oznacza, że mniej ciekawiej.
Jedno jest pewne: Gdyby lipa sądowa ze Szklarskiej Poręby Dolnej potrafiła widzieć, słyszeć i opowiadać historie, to z pewnością powstałaby niejedna powieść.
Lipa Sądowa, to przede wszystkim pomnik przyrody i symbol dawnego prawa. Drzewa te zazwyczaj rosły tuż przy karczmach sądowych, gdzie lokalne prawo stanowił wójt albo pan tej ziemi. Zimą zasiadano w karczmach, rozstrzygając społeczne spory, a gdy przychodziła wiosna, przyjemniej było usiąść pod jej rozłożystymi gałęziami. Bywało też, że pod lipami ustawiano stoły sędziowskie i siedziska, najczęściej wykonane z kamienia.
Lipy sadzono także przed domami. Stanowiły one element ochronny przed piorunami. Uważano je za drzewa obdarzone magiczną mocą. W Zielone Świątki gałązkami lipy ozdabiano kościoły, domy, obejścia i płoty. W przedchrześcijańskiej mitologii, były uważane za drzewa święte, ponieważ wiązano je z boginią Freją, strażniczką życia, boginią szczęścia, płodności, miłości, prawdy i magii.
Warto się przy niej zatrzymać i przyłożyć ucho do starego pnia. Kto wie, może usłyszycie z jej wnętrza szepty przeszłości?
Muzeum Carla i Gerharta Hapuptmannów
W sercu Szklarskiej Poręby, pośród szumiących lasów i mglistych zboczy Gór Izerskich, stoi dom, który zamieszkiwali niegdyś poeci i artyści. Jak klejnot osadzony pośród zieleni, wciąż kryje w swoich murach pamięć i ducha ich twórczości.
Jesienią 1890 roku, bracia Carl i Gerhart Hauptmannowie ujrzeli ten dom po raz pierwszy – prosty, wiejski, a jednak tkwił w nim jakiś nieokreślony pierwiastek magii. Urzeczeni jego urokiem bracia, postanowili uczynić go swoim azylem – miejscem, gdzie słowa nabierają mocy, a myśli przelewają się czarnym atramentem na niezapisane kartki papieru.
Tu rodziła się sztuka, a literatura i filozofia splatały się z opowieściami Karkonoszy i Gór Izerskich. Wieczorami, przyciągani niezwykłą aurą, w blasku lamp naftowych, przy ogniu kominka, spotykali się poeci, malarze i myśliciele.
Gdy złe czasy odmienił losy domu, po wojennej zawierusze pozostał on strażnikiem pamięci. Stał się muzeum, skarbnicą opowieści o tych, którzy zostawili w nim ślad swojej twórczości, myśli i marzeń.
Dziś, wśród odrestaurowanych wnętrz, wiszących obrazów i pamiątek dawnych właścicieli, możecie poczuć ducha tego miejsca.
Muzeum Ziemi Juna
Muzeum Ziemi, to budynek dawnej Karczmy Głodowej, która stoi tu od przeszło trzystu lat. Dawniej wiódł tędy trakt, wydeptywany przez pielgrzymów wędrujących do źródeł Łaby.
Nazwa Karczma Głodowa, utrwaliła się w połowie XIX wieku, kiedy wielki głód spowodowany nieurodzajem, stał się przyczyną buntów tkaczy Śląskich, krwawo tłumionych przez pruską władzę. Aby złagodzić cierpienia ludzi z gór, zorganizowano dla nich prace publiczne, gdzie między innymi budowano górskie drogi zwane „drogami głodu”.
Jedna z takich dróg biegnie wzdłuż rzeki Kamiennej. Budowali ją okoliczni mieszkańcy, którzy za dziesięć godzin ciężkiej, otrzymywali dziennie bochenek chleba i skopek mleka. Skromne posiłki dla budowniczych przygotowywano w Karczmie Głodowej, gdzie wypiekano dwufuntowe bochenki chleba.
W piwnicy dzisiejszego Muzeum Ziemi, do dziś zachował się stary piec chlebowy, opalany słomą żytnią i owsianą. Mieściło się w nim aż dwieście bochenów chleba.
Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, dawną karczmę nabył Juliusz Naumowicz, pomysłodawca Sudeckiego Bractwa Walońskiego. W budynku otwarto sale muzealne, w których prezentowano minerały i liczne pamiątki po Przewodnikach Sudeckich i GOPR- owcach.
18 marca 2015 roku, w środku nocy, w budynku wybuchł pożar. Prace remontowe rozpoczęły się niemal natychmiast, a uroczyste otwarcie Muzeum Ziemi JUNA – Strażnicy Walońskiej, miało miejsce 19 września 2019 w XIX rocznicę powstania Sudeckiego Bractwa Walońskiego.
Orla Skała
Orla Skała góruje nad Szklarską Porębą Dolną pomiędzy cmentarnym kościółkiem, a Chybotkiem.
Dawno, bardzo dawno temu, zanim w Karkonoszach i Górach Izerskich pojawili się ludzie, w tej dzikiej, górskiej krainie żyły potężne orły. Ich pióra lśniły w słońcu, a oczy miały barwę górskiego kryształu. Najstarszym z nich był orzeł z rozdartym skrzydłem. Pewnego razu usiadł na skale i zamarł w bezruchu zamieniając się w skałę.
Legendy mówią, że w jej wnętrzu, głęboko pod ziemią, bije serce tego orła. Słychać je tylko w określone noce, gdy księżyc znajduje się w pełni.
Miejscowi twierdzą, że skała ma moc. Kto stanie na jej szczycie i zamknie oczy, usłyszy trzepot skrzydeł. To znak, że orzeł czuwa nad całą doliną. Ale jeśli ktoś przyjdzie tam z chciwością, pragnąc wydrzeć górom skarby, które w sobie kryją, wzbudzi jego gniew.
Tylko człowiek o czystym jak kryształ górski sercu, gdy się wokół rozejrzy odnajdzie orle pióro, będzie mógł zobaczyć to, czego nie widzą inni i drogę do ukrytego w górach skarbu.
Rzeka Kamienna
U stóp Mumlavskiego Wierchu, z torfowiska Zielony Klin, bierze swój początek rzeka Kamienna. Meandruje malowniczymi dolinami, wśród kamieni i głazów, oddzielając Karkonosze od Gór Izerskich.
Dawniej, gdy człowiek żył w zgodzie z naturą, potrafił dostrzec więcej. Kto wie, być może legendy, wcale nie były wymysłem ludzkiej wyobraźni, tylko kryło się za nimi coś więcej.
Tak było w przypadku wodnika, widywanego przed stu laty w karkonoskich i izerskich strumieniach i rzece Kamiennej. Zamieszkiwał on odludne miejsca z dala od ludzkich sadyb.
Jedna z opowieści wspomina o pewnej pannie – Selmie Hoyer ze wsi Tkacze, która widziała Wodnika, jak wyskoczył z na brzeg rzeki i siedział na kamieniu. Opisała go w następujący sposób: „Był to mały człowieczek, ubrany w kurtkę z paskiem i wysoką, spiczastą czapkę. Pod względem odzienia przypominał on szarego człowieczka, którego mieszkańcy Szklarskiej Poręby widywali na Sowińcu, jednak w odróżnieniu od tamtego wodnik nosił zielony, pikowany wams, zdobiony w szafiry wodne zakute w srebrze”.
Selma zauważyła, że postać zaczęła iść w jej kierunku. Stworzenie przypominało wzrostem kilkuletnie dziecko. Wodnik postanowił podejść do niej jeszcze bliżej. Stali teraz oddaleni od siebie, zaledwie o parę kroków. Mały chudy i przygarbiony z pomarszczoną skórą stwór stał i świecił kocimi oczami. Skórę miał szarą, jak kamień. Ciemne strąki włosów wystawały spod filcowej czapki nasuniętej ciasno na głowę. W pewnej chwili zabulgotał głosem i wyszczerzył cienkie i ostre zęby zdolne do rozszarpywania ryb i mniejszych zwierząt. Wodnik zaskrzeczał jeszcze raz i wskoczył do wody, a wystraszona Selma Hoyer rzuciła się biegiem w stronę swojego domu i nigdy więc go już nie zobaczyła.
A jak jest dzisiaj? Jeśli macie odwagę, to sprawdźcie sami.
Sowiniec i Sowie Skały
Pomiędzy Wysokim Kamieniem, a Czerwoną Jamą wznosi się zalesiony gęstą świerczyną szczyt Sowińca. Najeżony kamiennymi strażnicami, zwanymi Sowimi Skałami, czuwa nad doliną rzeki Kamiennej.
Skały, jak wyczarowane ręką karkonoskiego Rubenczala, stoją pośród wiekowych świerków i buków. Otulone jesiennymi mgłami dają poczucie dzikości i świata zaklętego tajemnicami i niezwykłymi opowieściami.
Najwyższa ze skał, pyszni się ponad inne, skrywając w swych sękatych szczelinach pewien sekret. Otóż mówi się, że niegdyś poszukiwacze skarbów przybywali w to miejsce, aby wydobywać drogocenne skarby – kwarc dymny i pegmatyt.
Do dziś przetrwały tylko ślady w postaci niewielkiej groty, skrytej w cieniu wschodniego zbocza i opowieści o szarym człowieczku, którego czasem można spotkać wśród skał. Nawet jeśli współczesny obraz świata zniekształcił w nas możliwość postrzegania tego, co niewidzialne, to wciąż można jeszcze spotkać żyjące w lasach stare stworzenia.
Pewna mieszkanka Szklarskiej Poręby, widziała tu szarego człowieczka, który skłonił ją do odnalezienia skarbów. Zaraz potem zniknął pomiędzy skałami, a wystraszona kobieta uciekła i nigdy więcej w to miejsce nie powróciła.
Inna legenda o szarym człowieczku z Sowińca opowiada, jak ukazał się on mężczyźnie i poprosił, aby ten się do niego przyłączył i poszedł za nim między skały. Mężczyzna przystał na to, a człowieczek ów obdarzył go złotem.
Dziś Sowie Skały wciąż przyciągają wędrowców. Ścieżki prowadzące ku skałkom są liczne. Wiją się przez leśne gęstwiny, otulone zapachem żywicy i śpiewem ptaków. Każdy krok niesie ze sobą nutę niewytłumaczalnej tajemniczości tego miejsca.
Jak mówią starzy mieszkańcy Szklarskiej Poręby: Gdy wiatr tańczy między gałęziami, a słońce muska szczyty skał, wciąż jeszcze można spotkać szarego człowieczka strzegącego tajemnic Sowińca.
Stara Chata Walońska
Pomiędzy Wodospadem Szklarki, a Leśną hutą, tuż przy gęstym, świerkowym lesie, przy starej Czeskiej Ścieżce stoi Stara Chata Walońska – siedziba poszukiwaczy minerałów.
Wydaje się, że tkwi tam od zawsze. Niektórzy uważają, że jest starsza od Szklarskiej Poręby, choć to tylko legenda. Zbudował ją Mistrz Waloński Juliusz.
Na kamiennych ścianach wciąż widnieje stary znak Walończyków — symbol, którego znaczenie znają tylko wtajemniczeni. Mówi się, że ten, kto przekroczy próg chaty z czystym sercem, będzie mógł posiąść wiedzę dawnych mistrzów.
Wewnątrz pachnie dymem, ziołami i ziemią. W szklanych ekspozycjach pyszni się potężna kolekcja minerałów należąca niegdyś do Mistrza Juliusza.
W podziemnym Garze Mocy, w palenisku trzaska ogień, a jego światło tańczy po twarzach ludzi, którzy przyszli tu nie tylko posłuchać opowieści, ale poznać historię dawnych poszukiwaczy, którzy niegdyś przemierzali Góry Olbrzymie, by wydrzeć z nich, to co najcenniejsze. Dziś potomkowie poszukiwaczy kontynuują dawne tradycje, uczą poszanowania dla przyrody i opowiadają o Duchu Gór – strażniku tej krainy.
Jak mówią legendy, tuż za Chatą Walońską, w lesie, gdzie biegnie stary szlak, którym dawno temu wędrowali poszukiwacze skarbów, wciąż można ich spotkać, wędrujących pod górę i nucących starą pieśń o skarbach i ich władcy – Karkonoskim Duchu Gór nazywanym dawniej Rubenczalem.
Mówi się też, że pod Starą Chatą Walońską są podziemia, w których ukrytych skarbów strzegą duchy Walończyków. Niektórzy uważają to wszystko za bajania i legendy, ale w każdej legendzie kryje się ziarno prawdy.
Stary kościółek w Szklarskiej Porębie Dolnej
W Szklarskiej Porębie Dolnej, tuż obok Lipy Sądowej, stoi stary, cmentarny kościółek. Mała, murowana świątynia, pamięta czasy, gdy wokół nie było jeszcze asfaltowych dróg, tylko leśne ścieżki, a dzwon z niewielkiej wieżyczki niósł się doliną wzywając mieszkańców do refleksji nad ludzkim życiem.
Kościółek otaczają bogato zdobione nagrobki dawnych mieszkańców Szklarskiej Poręby. Nie brakuje też tych współczesnych, którzy przez lata budowali tu nową powojenną historię, kulturę i tradycje. Wokół nagrobków rosną stare drzewa. W świetle księżyca wyglądają jak strażnicy, pilnujący granicy między tym, co było, a tym, co jeszcze trwa.
Mówią, że gdy wiatr kołysze ich konarami, uważna osoba możne usłyszeć cichy śpiew – pieśń o ludziach, którzy dawno temu zasnęli pod ziemią.
Mówią, że raz do roku, w noc Dziadów, drzwi kościółka same się otwierają. Wtedy przez chwilę słychać bicie dzwonu i widać z wnętrza blask palących się świec, choć nikt ich tak naprawdę nie zapala.
Jeśli ktoś odważy się wejść do środka, może zobaczyć procesję duchów, a gdy wschodzi słońce i świt rozlewa się nad doliną, wszystko cichnie i zanika.
Sztolnie Pirytu
Szklarska Poręba, jest miejscem niezwykłym. Baśniowym wręcz. Krajobraz utkany jest tu z szafirowych odcieni lasów, gór, przepaści, rwących potoków, tajemnic i opowieści, które plączą się wokół ucha, jak babie lato. Jej sekrety od wieków przyciągały tych, którzy szukali tu bogactwa, tajnych receptur korzenników, szklarzy i alchemików.
W dolnej części górskiego miasteczka, a dokładniej na zboczu Czarnej Góry w Górach Izerskich, pośród świerkowego lasu, wyzierają Sztolnie Pirytu.
Głęboko pod ziemią, w kamiennych korytarzach gwarkowie poszukiwali tu pirytu – minerału, który swym blaskiem sprytnie zwodził poszukiwaczy złota.
To tu, w półmroku podziemnych sztolni, alchemiczne marzenia i chęć zarobienia fortuny, przenikały rzeczywistość, a znajdująca się nad rzeką Kamienną witriolejnia, roztaczała woń siarki.
Dziś dawnych gwarków zastąpili spragnieni opowieści wędrowcy, ale tylko ci którzy potrafią słuchać, sztolnie odkryją przed nimi swoje tajemnice. Choć dostępna jest jedynie ich niewielka część, wystarczy jeden krok, by poczuć na sobie czyjeś spojrzenie, usłyszeć szept i echo historii zaklętej w kamieniu.
Wodospad Szklarki
W sercu pradawnych Karkonoszy, ukryty wśród szumiących lasów i omszałych głazów, spada ku ziemi szeroką kaskadą Wodospad Szklarki.
Od wieków przyciągał wędrowców, którzy zatrzymywali się tu, by napoić duszę widokiem nieskalanej natury. Szum spadającej wody, wciąż przypomina pewną opowieść:
Dawno temu, w czasach, gdy góry zamieszkiwały baśniowe istoty, rozegrała się tu tragiczna historia dziewczyny imieniem Śklarka. Była ona córką znakomitego szklarza, wytwarzającego jedne z najpiękniejszych szkieł w Karkonoszach. Dobra i szlachetna Śklarka, zdobyła sympatię samego Rubenczala – Ducha Gór, który czuwał nad harmonią tej krainy. Pewnego razu ich ścieżki przecięły się w leśnej głuszy, gdzie dziewczyna niejednokrotnie ratowała ranne zwierzęta, a Duch Gór podziwiał jej wielkie serce.
Pewnego dnia Śklarka, prowadzona przez sarnę, ruszyła w głąb doliny, nieświadoma niebezpieczeństwa. Zbliżyła się do legowiska smoka, który od wieków zamieszkiwał te tereny. W tej samej chwili Rubenczal dostrzegł nadciągające zagrożenie. W desperacji chwycił kamień i cisnął nim w bestię, lecz chybił, a głaz z impetem uderzył w kamienne dno potoku, powodując ogromne pęknięcie. W jednej chwili ziemia się rozstąpiła, a woda górskiego potoku runęła z impetem w dół, tworząc wodospad. Śklarka, zachwiała się i spadła ginąc w odmętach zimnej wody.
Zrozpaczony Rubenczal zaniósł ciało dziewczyny do jej ojca, a ludzie na pamiątkę nazwali powstały tamtego dnia wodospad Śklarką. Z czasem tą ludową nazwę zmieniono na Szklarkę i tak już pozostało. Miejsce na zawsze stało się symbolem piękna, ale i ulotno
Zbójeckie Skały
Zbójeckie Skały są jednym z najpiękniejszych punktów widokowych w Szklarskiej Porębie. Rozpościera się stąd panorama na Karkonosze i Rudawy Janowickie.
Dawniej stała tu gospoda, w której z pewnością można było usłyszeć nie jedną opowieść o ukrytych w górach skarbach i Rubenczalu. W miejscu dzisiejszego tarasu, wznosiła się wieża widokowa.
To nie jedyna atrakcja, gdyż poniżej punktu widokowego, leśną ścieżką można dojść do sztolni magnetytu, mijając po drodze pozostałości pomnika Helmutha Karla Bernharda von Moltke – pruskiego generała i feldmarszałka, armii pruskiej, a potem Armii Cesarstwa Niemieckiego.
Zbójeckie Skały usytuowane są na zboczu Czarnej Góry, opodal Mniszego Lasu. Jak wiele miejsc, także to, kryje wiele legend. Jedna z nich opowiada:
Niejaki Beniamin Sender, mieszkaniec Szklarskiej Poręby Dolnej, wracając ze Zbójeckich Skał do domu widział w lesie Nocnego Łowcę. Gdy go ludzie o to pytali, mówił niechętnie, zdradzając jedynie, że Nocnemu Łowcy towarzyszy zgraja ujadających mniejszych i większych psów.
Druga historia opowiada o upiorze grasującym w Mniszym Lesie. Starzy mieszkańcy Szklarskiej Poręby Dolnej opowiadali o błąkającym się po okolicy truposzu, który miał otwarte usta. Razu pewnego złapali go i mu je zaszyli, gdyż dawniej wierzono, że to pomoże by upiór nie wstawał więcej z grobu i nie nękał ludzi. Tak się jednak nie stało. Dopiero gdy odkopali grób, w którym leżał, odrąbali mu głowę i wtedy nastał spokój.
Na wszelki wypadek, po zmroku lepiej trzymaj się od tego miejsca z daleka. Nigdy nie wiadomo, co może przydarzyć się nocą w ciemnym lesie.
Złoty Widok
Złoty Widok otwiera się przed nami niczym mapa, choć nie zawsze tak jest. Wszystko zależy od pogody. W słońcu podziwiamy stąd królującą nad Szklarską Porębą Szrenicę, a nieco dalej Śnieżne Kotły, gdzie śnieg potrafi utrzymać się nawet do sierpnia.
We mgle i osamotnieniu otwiera się przed nami mroczny krajobraz Gór Olbrzymich, zazdrośnie strzegących ukrytych w nich skarbów. Przed wiekami próbowali je wydrzeć zachłanni poszukiwacze. Ich chciwość spotkała się z gniewem Rubenczala – Ducha Gór, rzucającego w nich piorunami. Ponoć do dziś w niektórych miejscach Karkonoszy i Gór Izerskich, ich kości wciąż jeszcze bieleją.
Wiosną zaś, soczysta zieleń drzew miesza się ze śnieżną bielą zalegającą na szczytach gór i w polodowcowych kotłach. Pięknie jest także jesienią. Pokryte rdzą i złotem liście buków, nie pozwalają oderwać od siebie wzroku. Nic dziwnego, że jeden z najwybitniejszych malarzy młodej polski – Wlastimil Hofmann przesiadywał tu poszukując natchnienia.
Pięknie jest także w letnie i ciepłe noce przy pełni księżyca. W oddali słychać pohukiwanie sów i szum rzeki Kamiennej. Lasy nocą skrywają wiele tajemnic, pojawiają się w nich istoty niewidzialne dla ludzkiego oka, nie są ani dobre, ani złe, dlatego nie należy ich oceniać. Są jak dzikie nasiona.
Złoty Widok jest jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w Szklarskiej Porębie.